Jak to się wszystko zaczęło….
(fragmenty przemówienia powitalnego na 25 lecie BDP, 28 czerwca 2019 r.)
Witajcie po raz kolejny.
Wszyscy wiecie kim jestem, więc nie muszę się przedstawiać. Zazwyczaj na spotkaniach firmowych robię to zaczynając od „jestem Paweł, jestem tu Prezesem”.
Zwykle na takich uroczystościach, w tym właśnie momencie wychodzi Prezes Wszystkich Prezesów (Cappo di Tutti Cappi) i opowiada jak to dziadek albo pradziadek dawno temu zmajstrował coś w stodole i dzięki temu wszyscy mają okazję go tu oglądać.
Ci co się nudzą udają wtedy, że się nie nudzą, a ci co palą wychodzą na fajkę.
Mam dwie sugestie.
Nie wychodźcie, bo to nie jest ten moment. Będzie inaczej.
Nie nudźcie się, albo powiedzcie, że macie dość, jak będziecie mieć dość, bo wiadomo, że jak zacznę gadać na jakiś znany mi temat, to nie umiem skończyć.
Będę po imieniu wywoływał pewne, ważne dla mnie osoby i proszę, żeby wstawały. Na koniec za to dostaniecie brawa. Możemy tak się zabawić?
Zacząłem 25 lat temu. Z dużym hakiem, bo na początku stycznia.
Byliśmy oboje (z żoną) bezrobotni, kiedy urodziła się Ola (nasza córka).
Potrzebowałem pracować i zarabiać na utrzymanie rodziny. I nie było mi w głowie zakładanie jakiejś tam firmy. Miałem wizytówki z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu. Dostałem pierwszą prace w małej hurtowni leków, która okazała się szybko pierwszym zleceniem.
Pożyczkę na pierwszy komputer podżyrowała Irena (teściowa). Bez tego komputera na zdezelowanym biurku w kącie małego pokoju w mieszkaniu na rodziców zony nie dałbym na pewno rady.
Latem 1994 roku poznałem Roberta (współwłaściciel hurtowni firan) i jego wspólnika (Przemka). To w ich firmie rok później przechodziłem pierwszą kontrolę skarbową. O zgrozo!
Jesienią ’94 pojawił się pierwszy projekt ustawy o doradztwie podatkowym, gwarantujący pewne przywileje doradcom działającym wcześniej i namówiłem Karola (dla przyjaciół, oficjalnie „Czesław”, do dziś praktykuje doradztwo podatkowe), z którym wtedy studiowaliśmy coś na Akademii Ekonomicznej byśmy sobie zarejestrowali firmy doradcze.
W 1995 miałem już 5 klientów i więcej pracy. Widać było wspaniałe perspektywy. Grzegorz (mój długoletni wspólnik w BDP) stanął rozdrożu drogi zawodowej i zostałem poproszony by jakoś mu pomóc. Wtedy narodziła się spółka. Bez jego inicjatywy nie wyszedłbym pewnie nigdy zza biurka w kącie pokoju. W następnym roku z Grześka inicjatywy wynajęliśmy pierwsze prawdziwe biuro.
Dwie kontrole skarbowe zaczęły się dzień po dniu. Michał (przedsiębiorca i deweloper), druga była w twojej firmie, prawda?
Mieliśmy wtedy jedną pracownicę, która nie przetrwała u nas długo. Po jej gwałtownej rezygnacji, w naborze wśród absolwentek w 1997 r. dzięki egzotycznemu imieniu zatrudniona została Karina.
Przeżyliśmy razem włamanie do biura i kradzież wszystkich komputerów. W 1998 roku urodził się Kuba (syn jest przedsiębiorcą, założył kilka lat temu i prowadzi firmę Green Walbox).
Jakiś czas później odważyliśmy się powiększyć biuro. Powiększyliśmy powierzchnie kilkukrotnie i zaczęliśmy zatrudniać. Były też nowe pomysły na biznes i czynsz do zapłacenia. Ela (moja żona) zajęła się leasingiem a Justyna (żona wspólnika) ubezpieczeniami. Albo może obie trochę jednym i drugim. Na początku dziewczyny miały pokój z oddzielnym wejściem. Szybko jednak został zaanektowany przez rozwijające się BDP. Trochę później, kiedy konkurencja wygnała nas z leasingu, Ela zajęła się sprawami biura. (…)
Przy okazji tego leasingowego businessu poznaliśmy Piotra (wówczas dyrektor oddziały firmy leasingowej). Nadal w branży i nadal się znamy.
Dajecie radę? Opowiedziałem wam 5 lat. Zostało 20. I większość z was jeszcze nie wstawała.
Był rok 2000. Trafiło się większe zlecenie na obsługę księgową. Ze zleceniem dziedziczyliśmy 2 osoby. Wśród nich była Ela. Dla większości to „Pani Ela”.
Zatrudniliśmy tez dwie młode osoby zaraz po szkole. Żeby było łatwiej, albo trudniej miały na imię tak samo. I wyobraźcie sobie ze ja te dziewczyny myliłem. Nie tylko ich imiona, ale też cechy. To był duży błąd, bo pracowitość, dokładność i wiedzę przepisywałem nie tej, która jest pracowita, sumienna i oddana. Na szczęście błąd odkryłem i się poprawiłem. Tak dołączyła do nas Ania (Anna Szlufik, faktyczny „operacyjny” w BDP).
W tym miejscu przypomniałem żart, jak to personalny przychodzi do naczelnego z informacją, że zakończył rekrutację i nie wie co zrobić.
– Panie Prezesie, na nowe, wolne stanowisko zgłosiło się 100 kandydatów i 10 spełnia ustalone przez Pana kryteria. Na kiedy umówić rozmowy kwalifikacyjne.
Obruszony „naczelny” odpowiada:
– Proszę wyeliminować połowę, nie mam tyle czasu by rozmawiać z 10 osobami.
– Ale Panie prezesie, wszyscy spełniają ustalone przez Pana kryteria, nie wiem kogo odrzucić, a kogo wyróżnić.
– Niech mi Pan da te CV. – I wrzucając połowę do kosza dodał: – Nie potrzebujemy ludzi, którzy mają pecha.
Wybór właściwego kandydata to był u nas zawsze problem. Jedno wolne miejsce, wiele CV i wszyscy kandydaci spełniają kryteria. Narady jedna po drugiej i ciągle nie można się zdecydować. Jak wybrać najlepszą osobę? Jeśli ktoś tu zajmuje się doradztwem personalnym, to musi dodać nowe kryteria. Karinie drogę do kariery utorowało egzotyczne imię. Anię może wypromowało to, że miała na imię tak samo jak inna kandydatka.
Któregoś roku stanąłem przed trudnym wyborem pomiędzy 3 idealnymi kandydatkami. Kazałem, zamieszać CV i położyć na biurku tekstem do spodu. Wylosowałem jedną osobę. Jola to my mamy szczęście, że cię mamy.
W 2004 roku znowu powiększyliśmy biuro. Pierwsze własne. Kupione na kredyt. Ciągle na naszej ulubionej ulicy Słowackiego. Pojawił się chłopak, świeżo po maturze. Dzieciak, którego rodziców znamy od zawsze, z którymi jeździliśmy na wakacje, który bawił się z naszymi dziećmi. Zbyszek (obecnie doradca podatkowy).
Minęły lata ciężkiej pracy. W starym biurze przeludnionym do granic możliwości, powiększonym o każdy wolny metr kwadratowy było już zbyt duszno i nerwowo. Pojawiła się Pocieszka. Gdyby nie Janusz, który budową i tym budynkiem zarządza, byłoby ciężko.
Z każdym z Was jest związana jakaś ciekawa historia. Coś osobistego i niezwykłego. Niepowtarzalnego i prawdziwego. Dla każdego mam taką historię. Nie każdą zdołam tu opowiedzieć. Zresztą miałem w harmonogramie 5-10 minut na to przemówienie.
Agnieszka. Agnieszka przyszła do mnie po poradę w sprawie własnej działalności. Znaliśmy się wcześniej z kancelarii notarialnej SP. Marii Sawickiej.
Na tym samym spotkaniu dostała ofertę pracy i została.
Ania. Studiowaliśmy razem. Podobno, bo nie pamiętam. Byliśmy chyba w innych paczkach. Dwóch naszych klientów zatrudniało Cię u siebie, a trzeci próbował cię nawet przechwycić. Jesteś z nami.
Krzysztof, jakbym powiedział, że w umiejętnościach księgowych pokonałeś mnie już dawno, to byłaby obelga. Zbyt dużo osób wie, że nie potrafię obsłużyć programu księgowego. Ty przegoniłeś wszystkich!
Te 25 lat przeszliśmy i następne 25 lub więcej przejdziemy dzięki osobom, które są z nami, które nas wspierają, chociaż nie jesteśmy idealni. Potrzebujemy Was.
Pracowników (proszę wstańcie)
Klientów
Współpracowników
Rodzin
Przyjaciół
Wszystkich was potrzebujemy i wam dziękujemy
Do wszystkich obecnych na tej gali, pracowników, klientów (reprezentacji) podwykonawców itp. mówiłem wtedy te słowa. Na koniec wstali wszyscy i byliśmy Wam brawa.
Motto „najważniejsi są ludzie” zawisło przy głównym wejściu do BDP i wróciliśmy do pracy.
Kilka następnych lat pokazało mi jednak, że w BDP „najważniejsi są ludzie, którzy pasują” i nie mogę tego zmienić, a sam byłem raczej tym, który nie pasował. Wymagającym szefem, otwartym na klientów Prezesem, osobą przynosząca zmiany, chcącą wciąż coś ulepszać, wyznaczać nowe cele i je realizować. Każdy człowiek jest inny i każdy zasługuje na to by był ważny taki jaki jest.
Zaczynam nową podróż. Projekt ZielonkaDoradztwo jest jej ważną częścią. Mam nazwisko, kreatywny umysł, zdolność łączenia dyscyplin, umiejętności, które nie każdy posiada. Dojście do tego miejsca było możliwe dzięki wsparciu jaki otrzymuję od moich bliskich i od osób, których – używając ładnej przenośni – istnienia się nie spodziewałem.
Projekt rusza niedługo. Zapraszam do współpracy. Skorzystajcie z zakładki kontakt albo zadzwońcie.
Nie będziemy się chwalić za wcześnie, ale u Nas najważniejszy będzie każdy człowiek. To my mamy do Was „pasować”.
„Widzimy drzewa, za drzewami las, a w lesie każde drzewo”.