
Odpowiedzialność członka zarządu z art. 299 k.s.h. – czy naprawdę jest odpowiedzialnością odszkodowawczą?
Od wielu lat orzecznictwo Sądu Najwyższego konsekwentnie powtarza, że odpowiedzialność członków zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością przewidziana w art. 299 k.s.h. ma charakter odszkodowawczy. Pogląd ten jest dziś traktowany niemal jako aksjomat. Warto jednak zadać pytanie, czy rzeczywiście wytrzymuje on próbę dogmatycznej analizy.
Moim zdaniem – nie.
Klasyczny model odpowiedzialności odszkodowawczej
Jeżeli przyjmujemy, że odpowiedzialność ma charakter ex delicto, zastosowanie powinny znaleźć podstawowe reguły prawa odszkodowawczego.
Powód powinien wykazać:
- powstanie szkody,
- wysokość szkody,
- adekwatny związek przyczynowy pomiędzy zachowaniem pozwanego a szkodą,
- przesłanki odpowiedzialności sprawcy.
Tak wynika z art. 6 k.c. oraz art. 361 § 1 i 2 k.c. Są to fundamenty odpowiedzialności odszkodowawczej.
Tymczasem w sprawach z art. 299 k.s.h. sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Domniemanie szkody
W utrwalonym orzecznictwie Sądu Najwyższego przyjmuje się, że wierzyciel wykazuje jedynie:
- istnienie swojej wierzytelności,
- bezskuteczność egzekucji przeciwko spółce,
- fakt pełnienia przez pozwanego funkcji członka zarządu.
Natomiast sąd domniemywa:
- powstanie szkody,
- istnienie związku przyczynowego,
- winę członka zarządu,
- a w praktyce również wysokość szkody odpowiadającą całej niewyegzekwowanej wierzytelności.
W efekcie ciężar dowodu zostaje niemal całkowicie przerzucony na pozwanego.
Powstaje zatem zasadnicze pytanie.
Czy można jednocześnie twierdzić, że odpowiedzialność jest odszkodowawcza, a jednocześnie zwolnić powoda z obowiązku wykazania szkody?
To właśnie tutaj pojawia się zasadnicza niespójność.
Jeżeli odpowiedzialność ma rzeczywiście charakter odszkodowawczy, to wierzyciel powinien wykazać, jaką szkodę poniósł wskutek zaniechania członka zarządu.
Nie wystarczy stwierdzić, że egzekucja przeciwko spółce okazała się bezskuteczna.
Przecież szkoda nie polega na samym istnieniu długu.
Szkoda polega na utracie możliwości uzyskania zaspokojenia, którą wierzyciel miałby, gdyby zarząd zachował się zgodnie z prawem.
To dwie zupełnie różne kwestie.
Prosty przykład
Spółka posiada zobowiązanie wobec wierzyciela w wysokości 1 000 000 zł.
Biegły ustala, że gdyby zarząd zgłosił wniosek o ogłoszenie upadłości we właściwym czasie, wierzyciel otrzymałby z masy upadłości jedynie 120 000 zł.
Co jest zatem szkodą?
Z punktu widzenia klasycznego prawa odszkodowawczego odpowiedź wydaje się oczywista.
Szkodą jest utrata możliwości uzyskania właśnie tych 120 000 zł.
Pozostałych 880 000 zł wierzyciel nie odzyskałby nawet przy prawidłowym zachowaniu zarządu.
Brakuje więc adekwatnego związku przyczynowego pomiędzy zaniechaniem członka zarządu a tą częścią wierzytelności.
Innymi słowy – szkoda wynosi 120 000 zł, a nie 1 000 000 zł.
Konsekwencje procesowe
Jeżeli przyjąć klasyczny model odpowiedzialności odszkodowawczej, wierzyciel powinien udowodnić między innymi:
- kiedy powstał obowiązek zgłoszenia upadłości,
- jaki majątek posiadała spółka w tej chwili,
- jaka byłaby hipotetyczna masa upadłości,
- jaka część jego wierzytelności zostałaby zaspokojona,
- jaką konkretnie korzyść utracił wskutek opóźnienia.
Dopiero różnica pomiędzy hipotetycznym zaspokojeniem a rzeczywiście uzyskanym świadczeniem mogłaby stanowić wysokość szkody.
Tak właśnie wygląda klasyczna konstrukcja odpowiedzialności odszkodowawczej.
Co zrobiło orzecznictwo?
Orzecznictwo Sądu Najwyższego przyjęło rozwiązanie znacznie korzystniejsze dla wierzycieli.
Domniemywa ono, że szkoda odpowiada całej niezaspokojonej wierzytelności.
Dopiero członek zarządu może próbować wykazać, że wierzyciel i tak nie uzyskałby zaspokojenia albo uzyskałby je jedynie częściowo.
Jest to rozwiązanie praktyczne.
Pozwala ono uniknąć niezwykle skomplikowanych postępowań dowodowych dotyczących hipotetycznego przebiegu postępowania upadłościowego.
Nie zmienia to jednak faktu, że trudno pogodzić je z twierdzeniem, iż odpowiedzialność ma charakter klasycznej odpowiedzialności odszkodowawczej.
Czy nie należałoby zmienić punktu wyjścia?
Być może większą spójność systemową zapewniałoby odejście od tezy, że art. 299 k.s.h. ustanawia odpowiedzialność ex delicto.
Można bowiem argumentować, że jest to szczególny, ustawowy reżim odpowiedzialności gwarancyjno-subsydiarnej, wykorzystujący jedynie niektóre elementy konstrukcji odszkodowawczej.
Takie ujęcie znacznie lepiej tłumaczyłoby:
- odejście od klasycznych zasad ciężaru dowodu,
- daleko idące domniemania procesowe,
- możliwość dochodzenia całej niezaspokojonej wierzytelności,
- szczególne przesłanki egzoneracyjne przewidziane w art. 299 § 2 k.s.h.
Wnioski
Dyskusja nad charakterem odpowiedzialności z art. 299 k.s.h. nie jest jedynie akademickim sporem.
Od odpowiedzi na pytanie, czy jest to odpowiedzialność rzeczywiście odszkodowawcza, zależy rozkład ciężaru dowodu, sposób ustalania szkody oraz zakres odpowiedzialności członków zarządu.
Dopóki jednak utrzymuje się dominująca linia orzecznicza, pozwani powinni koncentrować się przede wszystkim na obalaniu domniemania szkody. Najsilniejszym argumentem pozostaje wykazanie, że nawet przy terminowym zgłoszeniu wniosku o ogłoszenie upadłości wierzyciel uzyskałby zaspokojenie jedynie w ograniczonym zakresie lub nie uzyskałby go wcale.
Nie oznacza to jednak, że problem został rozwiązany. Wręcz przeciwnie – pozostaje jednym z najbardziej interesujących i jednocześnie najbardziej niedocenianych zagadnień prawa spółek oraz odpowiedzialności odszkodowawczej. Być może w przyszłości stanie się przedmiotem ponownej refleksji Sądu Najwyższego lub nawet interwencji ustawodawcy.


